www.napieraj.pl


english version
 
 Menu
 Blok logowania
Nazwa użytkownika:

Hasło użytkownika:



Zapomniałem hasła

Zarejestruj się
 
Transcarpatia : Transcarpatia: Dzień 4 - Demolka
Napisał Kshysiek dnia 30/8/2007 20:20:00

Trzeci etap Transcarpatii z Szczawnicy do Krynicy zapowiadał się jako syty pod względem przewyższeń, ale stosunkowo krótki. Na 50km trasie były dwa spore masywy i kilka drobnych możliwości manewrów nawigacyjnych.





Start jak zwykle pod górę rozprowadził stawkę na długości kilkuset metrów. Nie było wielkiej filozofii. Przy kaplicze należało skręcić w prawo przez szlaban i pojechać szeroką stokówką niemal na sam grzbiet. Mimo wszystko większa część peletonu (razem z czołówką) z ogromną prędkością poleciała na oślep po prostej tracąc później sporo czasu na noszenie roweru w korycie strumienia.
Nam (znaczy się zespołowi napieraj.pl) amok startowy dziś na szczęście się nie udzielił i przez pewien czas razem z niemieckim zespołoem otwieraliśmy stawkę wyścigu. Pierwszy punkt podbiliśmy czując że możemy coś na tym etapie zwojować. Co prawda na podjazdach okulary mi tak zaparowywały od potu, że mógłbym zrobić w nich akwarium, a oddech przypominał orgazm astmatyka, ale nie było źle. No prawie.

W chwili gdy zza rogu wynurzył się potwornie mocny francuski zespół, Piotrek depnął mocniej na pedały i zmielił łańcuchem przednią przerzutkę (rwąc przy okazji łańcuch). Muszę przyznać, że w sumie mnie to nie zdziwiło. Pech prześladuje nas od początku wyścigu, a to był po prostu jego kolejny objaw. Spokojnie siedliśmy przy szlaku i beznamiętnie zaczęliśmy składać rower Piotrka do kupy. Tymczasem mijały nas kolejne zespoły. Ostra jazda się skończyła. Piotrek miał do dyspozycji jedno przełożenie z przodu, a na wertepach łańcuch czasem sam przeskakiwał między trybami.
Żadna przyjemność z jazdy.

Próbowaliśmy jeszcze trochę nadrobić straty, ale pech upomniał się o nas po raz kolejny w postaci dwóch flaków na odcinku kilkunastu kilometrów. Potem jeszcze raz łańcuch Piotrka zazgrzytał i się rozpadł, żeby zupełnie nas pogrążyć.

Warto tu wspomnieć, że cała ta sprzętowa masakra odbywała się na super szlakach Pasma Radziejowej. To jedno z fajniejszych miejsc w Polsce na rower górski, podobnie jak sąsiadująca z nim Jaworzyna Krynicka. W całym Beskidzie Sądeckim kamieni jest dosyć mało, sporo natomiast łagodnych grzbietów po których można przyjemnie śmigać.

W Piwnicznej postanowiliśmy zmienić styl dzisiejszej jazdy i więcej uwagi poświęcić na widoki niż na deptanie w pedały. Wybraliśmy autorski wariant przez niebieski szlak na Halę Łabowską. Każdemu, kto nie lubi nosić roweru na plecach szczerze go odradzam. Przez około kilometr idzie się niemal dotykając nosem podłoża. Stromo jest niesamowicie, a rowerowe buty niechętnie się wczepiają w twardy grunt. W czasie deszczu podejście tamtędy mogłoby być niemal niewykonalne.
Bądź co bądź wariant „noszony” okazał się najszybszy i udało się nam dogonić kilka zespołów.

Potem czekała nas podróż w górę i w dół po świetnych ścieżkach i leśnych drogach, a na koniec wjazd na Jaworzynę Krynicką. Po ponad 4 godzinach jazdy, mimo postojów, byłem absolutnie wyczerpany.
Ostatni do mety (bagatelka 600 m w dół) był super nagrodą. Świetna szutrówka pozwoliła rozpędzić się na prostych do ponad 60km/h tak że wiatr szumiał w dziurach w kasku, a opony huczały tak że było je słychać z kilkudziesiędziu metrów. Super!

Etap skończyliśmy na 26 miejscu tracąc do zwycięskiej ekipy godzinę. To i tak nieźle jak na stan naszych rowerów. Jutro zapowiada się szybki etap z dużą ilością asfaltów. W zeszłym roku zwycięscy na pokonanie 67km potrzebowali niecałych 3 godzin. My liczymy tylko by załapać się w mocnym peletonie i nic nie popsuć.

Średnie tętno z etapu wyszło mi 145 ud/min. Niższe niż ostatnio przede wszystkim ze względu na postoje. Maksymalny wysiłek zanotowałem w czasie pogoni za Niemcami na początku etapu – 179 ud./min. Czyli sporo mniej niż byłem w stanie osiągnąć pierwszego dnia. Bolą mnie też mięśnie nóg – zwłaszcza mięśnie czworogłowe. Wrzucam też w siebie ogromne ilości jedzenia – dwa obiady, a potem jeszcze porcja naleśników. Właściwie jak nie regulujemy rowerów, to albo wylegujemy się albo jemy. Dochodzi godz. 22 Praktycznie cała Transcarpatia już śpi. Kładę się i ja.

Wersja do wydrukowania Powiadom znajomego o tej wiadomości
Komentarze są własnością ich autorów. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.
Autor Wątek
diablo
Napisany: 31/8/2007 1:29  Zaktualizowany: 31/8/2007 1:29
support
Zarejestrowany: 20/11/2005
Skąd:
Postów: 56
 Re: Transcarpatia: Dzień 4 - Demolka
"Po ponad 4 godzinach jazdy, mimo postojów, byłem absolutnie wyczerpany. "

bo jest zbyt speedowo na tej imprezie. Doba ma 24h a z tego w terenie spędzasz 4-6. Ja marzę o czymś innym, czego wyraz dałem w pomyśle Carpatia non-stop...
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej witryny w jakiejkolwiek postaci bez zgody redakcji jest zabronione. © 2002-2010 napieraj.pl
[Kontakt] [Mapa strony] [Sklep] [Team napieraj.pl]
Powered by XOOPS 2.0 © 2001-2009 The XOOPS Project.