www.napieraj.pl


english version
 
 Menu
 Blok logowania
Nazwa użytkownika:

Hasło użytkownika:



Zapomniałem hasła

Zarejestruj się
 
Transcarpatia : Transcarpatia : dzień pierwszy
Napisał Drewniacki dnia 27/8/2007 19:00:00

Transcarpatia zaczęła się z grubej rury.

W czasie, gdy większość rajdowego światka rozprawiała nad ciężkimi limitami rajdu Nawigator, punktualnie o 9 rano wystartował pierwszy etap najbardziej wyrypowego górskiego wyścigu rowerowego w naszym kraju, znaczy Transcarpatii.



Wśród około 240 uczestników startujących w dwuosobowych zespołach, pojawił się również team napieraj.pl w składzie Krzysztof Dołęgowski i Piotr Dymus. To już ich drugi start w tej imprezie - w zeszłym roku po serii ciężkich awarii ukończyli imprezę na niezbyt eksponowanym 35 miejscu.
W tym roku ten 7 etapowy wyścig rozpoczął się w Ustroniu, by przez najciekawsze części polskich i Słowackich Karpat zmierzać w kierunku Bieszczadów (gdzie zakończy się w niedzielę). Organizatorzy w swoim poczuciu humory już pierwszego dnia przygotowali uczestnikom ostrą górską jazdę w stylu kamienia łupanego. 70km długości i 1900m przewyższenia to może niezbyt imponująca liczba, ale jeśli wziąć pod uwagę że asfalt i równe drogi stanowiły tylko niewielki ułamek optymalnej trasy, to mamy do czynienia z ciężką przeprawą. Wystarczy wspomnieć, że zwycięzcy dojechali do Korbielowa po prawie 6 godzinach (policzcie sobie średnią).

Kilka słów od Kshyśka:

Jako słabszy element teamu czułem, że moim podstawowym zadaniem jest przeżyć i nie zgubić się Piotrkowi (ewentualnie krzyczeć na niego kiedy mój pulsometr będzie po raz kolejny pokazywał nowe rekordowe Hrmax).
Ze względu na słabszą niż w zeszłym roku obsadę, mieliśmy chrapkę na miejsce w pierwszej 10. Piotrek depnął w pedały na podjeździe na Stożek. Przez dłuższy czas widzieliśmy nawet prowadzący team. Tymczasem piękna pogoda robiła się coraz bardziej piękna, a Słońce podnosiło wysoko, grzejąc niemiłosiernie. (HR max z tego etapu to 193 ud./min.)
Jazda granią wzdłuż granicy przyniosła pierwsze ciężkie chwile. Ktoś powiedział, że będzie tam dobra twarda droga. Okazała się kamienistym szlakiem, gdzie momentami nawet na zjazdach musieliśmy schodzić z roweru (choć upadków się nie boimy). W czasie jednego ze zjazdów Piotrek przyładował kamieniem w przerzutkę i od tego momentu jej wózek dziwnie zbliżał się do szprych, a na najtwardszych przełożeniach, wpadał między kasetę i szprychy. To było delikatne preludium do tego co działo się dalej. A więc....

Wyszarpując łańcuch zblokowany za zębatkami Piotrek zahaczył palcem o łańcuch i... urwał sobie pół paznokcia. Brrrr.... Zrywanie paznokcia to nie jest najmilszy sposób spędzania wolnego czasu. Zwłaszcza, gdy próbuje się ścigać. Potem była chwila spokoju, gdy targaliśmy rowery po kamieniach w górę i w dół, a łapy drętwiały nam od wertepów (pozdrawiamy widelce o skoku powyżej 130mm, my takich nie mamy). Kurcze! Beskid Śląski to chyba najbardziej kamieniste góry w Polsce. Potem gnietliśmy w pedały wyprzedzając kolejne ekipy, powoli zbliżając się w kierunku Hali Miziowej ciągle mając nadzieję na miejsce w pierwszej 10. Tyle że Piotrek stracił równowagę na zjeździe (mając jeden niesprawny paluch nie tak fajnie się operuje hamulcem) i wtłoczył się dosłownie pod rower szorując bokiem po kamieniach. Mi pozostało jedynie słuchać jego syków z bólu gdy ucichł już dźwięk szlifowanych bioder. Minęło parę chwil zanim się pozbierał, a przy okazji w czasie upadku złapał gumę (już drugą). Od tamtego momentu (gdy zostało jakieś 10km do mety) postanowiliśmy nie szarżować. No i toczyliśmy się jako tako, oglądając plecy kolejnych zespołów znikających przed nami.
Potem przyszła kolej na moje kłopoty. W ciągu niespełna 20 minut dwa razy musiałem macać miękką oponę z dziurawą dętką w środku, w tym raz po nieprzyjemnym upadku z szorowaniem po kamulcach – pozdrawiam kamulce, może kiedyś mnie polubią.

No i finalnie z nosem na kwintę wjechaliśmy na metę godzinę i 20 minut za zwycięzcami. Może jutro fortuna się do nas uśmiechnie.
Etap II Transcarpatii prowadzi z Korbielowa, wzdłuż słowackiego Zbiornika Orawskiego, do Kościeliska. Jego długość to 80km, a podłoże w większej części stanowi asfalt. To nie jest nasze ulubione podłoże, nie szalejemy też za długimi prostymi odcinkami, gdzie powodzenie zespołu zależy w dużej mierze od umiejętności jazdy w grupie, jeden drugiemu na kole.

W czasie Transcarpatii testuję pulsometr Cat Eye MSC-HR20. Póki co nie miałem jeszcze chwili by usiąść nad instrukcją obsługi i nie potrafię resetować stopera (w związku z czym nie mogę odczytać statystyk – jutro obiecuję nadrobić lekturę). Co ciekawe, na początku etapu kiedy byłem nie rozgrzany, tętno 180 powodowało u mnie ciężki dyskomfort, pół godziny później okazywało się, że bez problemu jestem w stanie podjeżdżać pod górę mając na ekranie 182ud./min. I czuć się całkiem nieźle (jednak to ciągle jest niebezpiecznie: ciężki wysiłek na tak długiej imprezie). Pod koniec słaniałem się na nogach, a moje serducho męczyło się z osiągnięciem 170ud./min. Znaczy, że nie tylko łydka zwalnia pod koniec – serce też.

Pozdrawiamy wszystkich rajdowców, i siedzących w pracy też!

Wersja do wydrukowania Powiadom znajomego o tej wiadomości
Komentarze są własnością ich autorów. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.
Autor Wątek
Sebas
Napisany: 27/8/2007 21:26  Zaktualizowany: 27/8/2007 21:26
napieracz
Zarejestrowany: 12/4/2006
Skąd: Kraków
Postów: 203
 Re: Transcarpatia : dzień pierwszy
chlopaki bez dobrej gumki nie ma jazdy , powodzenia
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej witryny w jakiejkolwiek postaci bez zgody redakcji jest zabronione. © 2002-2010 napieraj.pl
[Kontakt] [Mapa strony] [Sklep] [Team napieraj.pl]
Powered by XOOPS 2.0 © 2001-2009 The XOOPS Project.